W tym roku urlop planowałem spędzić w Polsce, pojechać do Krynicy Górskiej, wziąć udział w Festiwalu Biegów Górskich na początku września i odwiedzić jednocześnie rodzinne strony Oli. 🙂
Wszystko zmieniło się za sprawą konkursu zorganizowanego przez Ale Chillon i Small Planet Airlanes, w którym do wygrania były bilety lotnicze do Bułgarii. Aby je zgarnąć trzeba było wrzucić zdjęcie z cotygodniowej imprezy, która motywowała do spędzania czasu na świeżym powietrzu.

picsart_07-10-07-19-47

Od razu zrobiliśmy szybko rezerwację hotelu w Bułgarii i tak wylądowaliśmy na tydzień w Elenite. Długo zastanawiałem się jak się spakować, co zabrać, czy postawić na wypoczynek, czy wykorzystać ten czas na trening. Na szczęście, po wcześniejszym sprawdzeniu miejsca, w którym będziemy, wiedziałem, że uda mi się połączyć jedno i drugie. Już sama zawartość torby bagażowej wskazywała, że jednak bliżej będzie do jakiegoś obozu biegowego. Zależało mi, żeby podczas wyjazdu poza dużą dawką endorfin odnaleźć również sporo inspiracji.

 

W Bułgarii byliśmy we wrześniu,  30 stopniowa temperatura i pogoda była idealna do wypoczynku i regeneracji. Dlatego realizacja wyznaczonych treningów w takim upale sprawiała, że dostawałem za każdym razem solidnie w kość. Praktycznie codziennie udało mi się spędzać ok 2 godzin na okolicznej górce, z której mogłem podziwiać przepiękne widoki, jakie oferowała matka natura i znaleźć chwilę na refleksję. Często miałem wrażenie, że w promieniu 5 km nie było żadnej osoby, byłem sam na sam z naturą. Chyba największym zaskoczeniem jakie mnie spotkało podczas całego pobytu w tym miejscu to brak innych biegaczy. Plusem było to, że praktycznie całe miejsce było tylko dla mnie, a minusem, no właśnie, brak osób spragnionych endorfin, z którymi mógłbym pogadać podczas treningu, czy po prostu pomachać ręką na przywitanie. 🙂

Kończąc jeden z treningów udało mi się być świadkiem ceremonii ślubnej bułgarskiej pary. Szczęśliwy i doładowany endorfinami, krzyknąłem sto lat, pomachałem i pobiegłem dalej.

.

Jak wspomniałem wcześniej, wybierając trasy starałem się biegać po jak najtrudniejszym terenie. Wybierałem ścieżki, które ani przez chwilę nie były proste i równe. Momentami miałem ochotę zdjąć buty, zawrócić i popływać w Morzu Czarnym. Jednakże w głowie wciąż powtarzałem sobie fragment z kawałka Te-Tris, że jest pełno skrótów, ale nie ma dróg na skróty. Cel był jeden, skorzystać maksymalnie z pobytu w tym miejscu. Oczywiście był i czas na przyjemności – czy to na pływanie w basenie, czy wspomnianym wcześniej Morzu Czarnym, a także zwiedzanie i odkrywanie kulinarnej strony Bułgarii. 🙂

.

.

Będąc w Polsce rzadko wstaję z łóżka bez przestawiania drzemki co 10 minut, ale na urlopie jednego dnia ustawiłem budzik przed 5, by zrobić wyznaczony trening i zobaczyć wschód słońca. I to chyba było największą motywacją, bieg, gdy jeszcze granica między morzem, a horyzontem zacierała się. Niezapomniane przeżycie zdecydowanie warte wczesnej pobudki. 🙂

Zdjęcie użytkownika Runoholic.

Dzień powrotu do Polski i ostatni trening zbliżał się nieuchronnie, zaplanowałem bieg do Sveti Vlas. Niestety z powodu burzy, trzeba było go przełożyć na późny wieczór i tu właśnie okazało się, że w zapakowanym bagażu zapomniałem o latarce czołowej i większej ilości odblasków. Brak oświetlenia na drodze i latające nad głową nietoperze odwiodły mnie od pomysłu dalszego biegania i musiałem zawrócić, kończąc trening w pobliżu hotelu. Mimo wszystko byłem szczęśliwy, nie zrealizowałem całego planu, ale to właśnie ten niezrealizowany do końca cel, będzie za mną chodził i zmusi mnie bym jak najszybciej tam wrócił i dokończył ten trening. 🙂

Zdjęcie użytkownika Runoholic.

Przede wszystkim wysyłam ogromne podziękowania do Small Planet Airlines, a także ALE Chillon 2016, dzięki którym udało mi się polecieć do Bułgarii. Nie spodziewałem się, że Bułgaria oczaruje mnie tak, że praktycznie codziennie będę miał ochotę założyć buty i zwiedzić biegowo każdą okoliczną ścieżkę, górkę , czy przemierzyć kilometry plaży przy wschodzie i zachodzie słońca. Miałem nie tylko możliwość pobiegać w przepięknym Elenite, ale również mogłem zwiedzić takie miejsca jak Nessebar czy Słoneczny Brzeg. Myślę, że Ola była również spełniona, o czym świadczyły chociażby wyjątkowe przepisy, w których inspirowała się bułgarską kuchnią. 
Byłem spełniony w każdym aspekcie, ale wraz z Olą mamy jeszcze wiele marzeń do spełnienia. Nie zawsze będzie łatwo i przyjemnie, ale gdy będzie się wytrwałym w swoich planach i celach, na pewno uda się je osiągnąć.
Szczerze, jeśli będziecie kiedyś zastanawiali się nad miejscem, gdzie moglibyście spędzić urlop, pobiegać i zobaczyć niesamowite rzeczy, to rozważcie Bułgarię. Ja spędziłem tam tylko, ale obiecuję Wam, że nawet po krótkim wypadzie wrócicie z zacieszem na buzi.

 

Jeśli  chcielibyście przeczytać trochę o doznaniach kulinarnych i miejscach, które udało nam się zobaczyć, zapraszam na bloga Cooking Monster:
http://www.cookingmonster.pl/2016/09/smaki-swiata-bugaria.html